O autorze
Pozytywnie zakręcona internetem i komunikacją marketingową. Zawodowo Content Marketing & PR, wykształcona w kierunku komunikacji społecznej i reklamy cyfrowej. Miłośniczka horrorów, widziała chyba wszystkie. Jest też na Twitterze & Facebooku.

Byłam kiedyś w KOD

Nie jestem typem społecznika. A raczej nie byłam. Był listopad, tuż po zeszłorocznych wyborach parlamentarnych. Pierwsze działania nowego rządu wywołały u mnie ogromny niepokój. Pierwszy raz w życiu zaczęłam się bać o Polskę. Poczułam, że muszę coś robić, działać, mówić ludziom. Przystąpiłam do KOD. Mijały miesiące. Tak szybko, jak obywatelski ruch rósł w siłę, ja z sił opadałam. Po ośmiu miesiącach coś we mnie pękło. Tak po ludzku wymiękłam. Zniknął zapał i euforia. Rozstałam się z KOD-em.

Gdzie podziały się Twoje ideały? Pytali jedni. Po prostu masz w dupie Polskę. Mówili inni. A ja po prostu nigdy nie pozostawałam długo w otoczeniu ludzi, z którymi czułam się źle. Nigdy nie uczestniczyłam długo w projektach, które mnie niszczyły i które miały na mnie negatywny wpływ. Nie podpisałam deklaracji członkowskiej, a w konsekwencji opuściłam wszystkie grupy organizacyjne KOD-u. Nie przestałam jednak KOD-owi kibicować. Wierzyłam, że pewnie tylko nielicznym przeszkadza sposób zarządzania i rozwiązywania problemów wewnętrznych. Myślałam, że jak odejdę, to problemy się skończą, bo ja przestanę o nich mówić. Tak się nie stało. Problem dotarł na samą górę i jest silny jak nigdy dotąd.



Już kilka miesięcy wcześniej, jako jedna z wielu osób zaczęłam mieć wątpliwości, które nie spotkały się ze zrozumieniem mojego kodowego otoczenia. Zaczęłam mieć pytania, na które nie odnajdywałam odpowiedzi. W końcu miałam czelność krytykować, przez co już całkiem straciłam jakiekolwiek uznanie rządzących KOD-em. Popadłam w niełaskę. Następowała punktacja działań. Zarząd zawsze był trochę wirtualny. Udział w podejmowaniu decyzji sprowadzał się do kilku prawidłowo zaangażowanych osób. Ten, kto działał za mało lub w niewłaściwy sposób, natychmiast zostawał degradowany w grupie, np. brakiem możliwości uczestnictwa w podejmowaniu ważnych dla grupy decyzji. Teraz to samo dzieje się wyżej. A przecież w takich ruchach każdy członek jest na wagę złota. Nawet ten, który piecze ciasteczka dla uczestników wyjazdu do Warszawy na manifestację, chociaż sam nie może jechać. Każdy! I oto w KOD-zie nalezy zadbać.

Co robiłam w KOD? W sumie to chyba nic szczególnego, bo nikt do tej pory za mną nie zapłakał. Tylko jedna osoba powiedziała, że to strata dla ruchu, że mnie już w nim nie ma. Jedno miłe zdanie na osłodzenie goryczy rozstania. Teraz jest mi lżej, znowu mam czas dla rodziny. Wspólne spacery znowu są długie, nie spieszę się już do domu, żeby „coś tam” zrobić lub do kogoś zadzwonić. W pracy też jestem bardziej skupiona na obowiązkach. Nie ma tego złego...

Nie mniej nie przestałam piętnować poczynań rządu i punktuję ich przy każdym kolejnym działaniu łamiącym konstytucję. KOD nie przestał być dla mnie ważny, sympatyzuję tak jak wcześniej. Podziwiam ludzi, którym nie kończy się zapał i kibicuję im z całych sił… Ale już nie opowiadam o KOD. To co piszę tutaj to istne wywołanie do tablicy przez jednego z członków KOD, na którego wyraźną prośbę powstał ten wpis.

Eskalacja konfliktu, jaki obserwuję teraz nie dziwi mnie ani trochę. Wszystkie problemy, z którymi walczy teraz KOD zjadały ten ruch już dawno. Początkowo widoczne były na niższych szczeblach organizacji, tam gdzie byłam ja, w regionach. Jakoś udawało się je zamieść pod dywan, niekiedy ktoś grupę sam opuścił, niekiedy został z niej skutecznie wydalony. Im więcej osób opuszczało grupę, tym większe grono osób zaczęło dawać świadectwo na zewnątrz. Ludzie, którzy rozstali się z KOD-em podzielili się na dwie grupy. Jedna jest bardziej rozżalona, walczy, punktuje kolejne potknięcia KOD-u, przekonuje do swojej strony. Druga jest tylko trochę mniej rozżalona, ale nie piętnuje wpadek i nie chce, żeby ten ruch się skończył. Ja należę do tej drugiej, bo mam nadzieję, że siłą KOD-u okażą się ludzie, nie stołki. Najpiękniejsze, co zostało mi z KOD-u to właśnie ludzie, którzy są w moim życiu obecni i zapewne będą.

Bez względu na to, kto będzie KOD-em rządził, kto obejmie stanowiska i kto będzie przewodził manifestacjom, to właśnie ludzie są jego siłą i potęgą. To właśnie oni odchodzą od organizacji, a przecież nie przestało im zależeć na Polsce. Bez nich żaden pochód daleko nie zajdzie. Ludzie KOD-u to w zdecydowanej większości świetne osoby, pełne ideałów, którym dobro Polski leży na sercu. Nawet Ci, którzy gdzieś pogubili się w komunikacji międzyludzkiej, kurczowo trzymający się bliżej nieokreślonych zasad i reguł.

Nie znam sposobu na jedność KOD-u, ale wiem, że jest ważny dla wielu Polaków i dla Polski. Cały świat idzie w złym kierunku. Podziały następują w wielu społeczeństwach i właśnie dlatego tak ważne jest, żeby te społeczeństwa trzymały się razem. Polska już rozeszła się w dwie strony, a powoli zaczyna rozchodzić się w trzecią, zupełnie niepotrzebną. Boję się, że gdzieś w tym podziale poleje się krew, że potem długo nie odbudujemy jedności narodowej. Nie chcę wojny ani walki za ojczyznę, bo te ją zniszczą. A ja ją kocham taką, jaka do niedawna była – otwartą i zdrową.
Trwa ładowanie komentarzy...