Polska na Wielkanoc

Idą Święta, światem wstrząsają akty terroru. Pani Beata Szydło pod ambasadą Belgii mówi o solidarności z ofiarami terroru, godzinę później na konferencji prasowej mówi, że nie możemy przyjąć czterystu starannie wyselekcjonowanych uchodźców z Syrii, notabene uciekających przed wojną i terrorem... Konsekwencji nie dostrzegam. Pomijając już fakt, że taki gest polskich władz w takim momencie jest delikatnie mówiąc nie na miejscu, to wydaje się być również groźny. Dużo bardziej groźny niż przyjęcie uchodźców.

Dzień później prezes Jarosław Kaczyński apeluje o przerwanie walki politycznej. W świat nie po raz pierwszy idzie przekaz, że to opozycja jest zła, i to ona powinna się uspokoić. W tym samym moemncie podobny przekaz stosuje prezydent Andrzej Duda w wywiadzie udzielonym dla „The Washington Post”. Opozycja ponownie jawi się jako najgorszy mąciciel zagrażajacy Polsce. Dla potwierdzenia swoich teorii Polakom mówi się o rzekomym ogromnym zagrożeniu, niosącym ryzyko ataków terrorystycznych i prosi o nieorganizowanie manifestacji. Ustawa o stanach nadzwyczajnych może mieć decydujące znaczenie, jeżeli jednak opozycja zechce jednak jakąś manifestację czy protest zorganizować. Sytuacja wydaję się być idealna, zeby w legalny sposób zakazać zgromadzeń – w zasadzie ostatniego przejawu demokracji, jaki w Polsce jeszcze funkcjonuje.



Nie jest tak, że nie widzę zagrożenia i nie mam obaw związanych z przyjęciem uchodźców. Mam je, jak każdy myślący człowiek i wolałabym, zebyśmy nie musieli pomagać im w ten sposób. Jestem świadoma zagrożeń i ich skali. Jestem też świadoma zagrożeń wynikających z aktualnych działań polskich władz, zarównych tych czynionych w Polsce, jak i na arenie międzynarodowej. Ku mojemu zdumieniu są osoby popierające model państwa skupiającego się wyłącznie na sobie. W moich oczach model ten jawi się jako ścieżka, która w przeszłości pomagała rosnąć w siłę systemom faszystowskim. Stale łudzę się i mam nadzieję, że w Polsce jednak jest inaczej, lepiej. Ludzie pochwalający takie zachowania chyba nie wiedzą, co jest sukcesem epoki, w której mamy szczęście żyć. Epoki, która niestety nieuchronnie zmierza do końca.

W momencie, kiedy politycy promują nienawiść do innych religii budując poczucie obcości i wrogości, Polacy coraz bardziej utwierdzają się w nacjonalizmie. Za taką postawę wobec kryzysu uchodźczego przyjdzie nam słono zapłacić. Nam wszystkim. Polska już jest na uboczu, a będzie jeszcze bardziej. Kraje zachodu już nie tylko z politowaniem będą patrzyły na Polskę, ale i z pogardą. Najgorsze, że jeśli stanie się coś, co będzie wymagało pomocy tychże państw, my zostaniemy sami – bez uchodźców i bez wsparcia.

Martwi mnie jeszcze coś. Straszenie obcym, innym, gorszym bardzo łatwo przenosi się na wewnętrzne nastroje. Równie łatwo przychodzi szukanie wrogów wewnętrznych. Polak Polakowi z dnia na dzień staje się wilkiem. Wszyscy, który myślą inaczej są napiętnowani. Nienawiść rodzi nienawiść. Nie można być tylko trochę złym, albo tylko trochę dobrym. Albo się szanuje bliźnich (nie uważam, że trzeba kochać), albo się ich nienawidzi.

Aktualnie na wroga publicznego numer jeden wyrasta KOD, odnoszę wrażenie, że opozycja parlamentarna zeszła na drugi plan. Podczas jednej z manifestacji KOD-u pojawił się lider Ruchu Narodowego i zarazem były kandydat na prezydenta, Marian Kowalski. W obecności kamer i świadków groził działaczom KOD-u śmiercią. Krzyczał "Zabić ich!" Prokuratura właśnie umorzyła śledztwo w tej sprawie. W momencie, kiedy my zarzucamy Brukseli, że nie reagowała odpowiednio, kiedy dostawała informacje o zagrożeniach terrorystycznych, my ignorujemy jakże groźne słowa. Największą tragedią jest fakt, że "system sprawiedliwości" nie widzi w tym nic zdrożnego.

Porównując reakcję i szum publiczny wywołany słowami Katarzyny Kukieły oraz jego praktyczny brak w przypadku słów Pana Kowalskiego nie doszukuję się analogii. Odnoszę nawet wrażenie, że jest przyzwolenie na nienawiść pod warunkiem, że jest skierowana w stronę opozycji.
Trwa ładowanie komentarzy...