Wolne media czy wolne żarty?

Dzień przed manifestacją KOD „My, Naród”, Polskie Radio odmawia publikacji spotu Gazety Wyborczej o Lechu Wałęsie. Wytłumaczenie jest lakoniczne – spot został wysłany zbyt późno. Pprzypomina mi się sytuacja, kiedy reżimowe władze zakazywały mówienia o Lechu Wałęsie podczas stanu wojennego. W mojej głowie nie pierwszy raz rodzi się niepokój. Niepokój, który sukcesywnie wzrasta wraz z każdym przekazem zawartym (lub niezawartym) w programach informacyjnych TVP.

Kilka dni temu do programu publicystycznego w TVP zaproszono Antoniego Macierewicza. Role prowadzącego i gościa ewidentnie zostały odwrócone. Prowadzący tylko chwilami dochodził do głosu. Zadał nawet kilka pytań, ale na większość z nich Minister odmówił odpowiedzi uznając, że nie ma takiej potrzeby. Pamiętam podobną sytuację sprzed kilku tygodni, kiedy do podobnego programu zaproszono Ministra Piotra Glińskiego. Wówczas dziennikarka nie dawała się ugiąć i wymagała odpowiedzi na pytania. Dzisiaj nie pracuje już w telewizji publicznej.



„Dokumenty znalezione w szafie Kiszczaka są prawdziwe!” Taką informację, bez badań i ekspertyz kilka dni temu zafundowały nam „Wiadomości”. Nie pierwszy raz i zapewne nie ostatni przekaz podawany w głównym programie informacyjnym telewizji publicznej jest zgodny z główną linią obozu władzy. Nie jest tajemnicą, że Lech Wałęsa nigdy nie był ulubieńcem osób związanych z aktualną opcją rządzącą. Sprawa była wałkowana mocno i dobitnie przez następne dni. Aż ostatecznie TVP usuwa ze swojej strony artykuł, w którym grafolog przyznaje, że podpisy mogły być podrobione. Niezależne media z zasady powinny akceptować opinie wszystkich ekspertów, nie tylko tych, którzy wypowiadają się przychylnie dla przekonań opcji rządzącej. Ta sytuacja to dla mnie kolejny dowód na to, że niezależności w mediach publicznych nie ma.

Takie monologi nie dziwią mnie wyjątkowo mocno. Spodziewałam się tego! Ale ogromnym zaskoczeniem była dla mnie rozmowa z Marianem Kowalskim. Był gościem jednego z programów publicystycznych w TVP. Występował jako główny recenzent jednego z marszów KOD. Nie dziwi mnie fakt, że został zaproszony i poproszony o opinię. Dziwi mnie fakt, ze został zaproszony jako jedyny. Nikt dla przeciwwagi obok niego nie zasiadł. Rozmowa zamknięta w „obiektywnym” przekazie kogoś, kto nie ukrywa, że KOD-u nie lubi. Dwa dni wcześniej widziałam Pana Kowalskiego przemawiajacego podczas prawicowej manifestacji, gdzie stojąc na potarganej i brudnej fladze KOD przemawiał do tłumu.

O samym KOD-zie mówi się najwięcej wtedy, kiedy akurat nie są organizowane żadne akcje. Nie wspomina się natomiast ani słowem, kiedy sympatycy KOD witają Prezydenta Andrzeja Dudę w różnych miejscach, które ten odwiedza. Szerokim echem w mediach odbiła się wizyta Prezydenta w Gdyni, gdzie protestujący okrzykami i gwizdami przywitali Andrzeja Dudę w momencie przyjazdu. Nie podoba mi się takie gwizdanie, ale nie podoba mi się również, że takie tematy się przemilcza. Nie wpomniano tez jednym słowem, kiedy działacze KOD przywitali Prezydenta podczas jego wizyty w jednej z podkrakowskich szkół. Czytali konstytucję nawołując do przestrzegania jej zapisów. Sprawy ważne, inspirowane przez społeczeństwo nie odnajdują o sobie wzmianki w głównych kanałach informacyjnych telewizji publicznej.

TVP manipuluje o KOD-zie mówiąc, że ten aspiruje na partię polityczną. Wiadomości sprawdziły to dokładnie w niedzielnym wydaniu „Wiadomości”. To już drugi obszerny materiał w sprawie KOD-u przygotowany o czymś, czego nie ma. Nie jest tajemnicą, że KOD odżegnuje się od przekształcenia się w partię. Nie mniej w świat poszło, że jest inaczej!
Trwa ładowanie komentarzy...